Grzeczne dziewczynki nie robią mezoterapii...

Po co się robi mezoterapię igłową? Odpowiedź jest prosta - grzeczne dziewczynki tego nie potrzebują! Bo:

- śpią jak Żółty Cesarz i wzorowo regenerują swoją wątrobę

- uważnie jedzą i suplementują się naturalnie jak moje ulubienice - siostry Hamsley+Hamsley

- stosują probiotyki dla utrzymania prawidłowej mikroflory jelitowej

- regularnie nawadniają swoje ciało od środka i na zewnątrz

- nigdy nie zapominają o kremie z filtrami UV

- gimnastykują się regularnie i spacerują na świeżym powietrzu

- oddychają głęboko

- śmieją się często

- codziennie kontemplują albo medytują w domowym zaciszu.

A niegrzeczne dziewczynki robią co chcą, tylko czasami chcą wyglądać jak ich grzeczne koleżanki!

Jak narozrabiam, to najchętniej stosuję mezoterapię igłową twarzy, która podnosi jakość, gęstość i uwodnienie skóry. Najlepiej nadają się do tego preparaty nieusieciowanego kwasu hialuronowego. Zabieg taki można robić niemalże u każdego, w każdym wieku i przez cały rok.

 

 

INTYMNIE I DO TWARZY

Na pytanie czym myć twarz, odpowiadam - wodą z kranu! Ale jakim płynem?

No właśnie, co robić? Ideałem są azjatyckie rytuały wieloetapowego oczyszczania twarzy, o których cudownie pisze od kilku lat, kultowa specjalistka od koreańskiej pielęgnacji, na swoim blogu Azjatycki Cukier.

Ale ja nie zawsze mam czas i ochotę. Nie codziennie mam makijaż. Sporo podróżuję z bagażem podręcznym. Lubię minimalistyczne rozwiązania. Olejek + płyn wystarczy.

Moje klientki czasami mają idealne cery, ale bywają dni, kiedy dokuczają im wypryski. Skóra staje się uwrażliwiona i reaktywna przy każdym kolejnym zmywaczu.

Pomyślałam o czymś, co będzie stworzone do miejsc bardzo delikatnych i wrażliwych. O płynie, który nawilża i reguluje odnowę komórkową. O preparacie, który zostawi właściwe pH na skórze i nie będzie mydłem. Do tego nie lubię SLSów, SLESów i innych formaldehydów. Lubię za to kwas L-mlekowy i łagodzące ekstrakty roślinne.

Blink! Przecież mam już coś takiego w łazience! To płyn do higieny intymnej!

Zaczęłam szperać w necie i okazało się, że nie ja pierwsza i nie ostatnia, wpadłam na taki pomysł. Przede wszystkim chwalą sobie tę metodę dziewczyny, które wygrały z trądzikiem tutaj i tutaj.

Ok, czyli mycie twarzy płynem do higieny intymnej, to nie tylko mój myk z braku laku, ale sprawdzony sposób. Idę więc dalej i szukam właściwych płynów. Uwaga! Warto być dociekliwym, bo jeden producent wypuszcza na rynek kilka produktów, każdy z innym składem. Omijajcie SLS (Sodium Lauryl Sulfate), który króluje w większości płynów do higieny intymnej, ładnie się pieni i bardzo wysusza. Znalazłam porządną analizę tych płynów tutaj, a tutaj kilka dobrych recenzji.

Wczoraj kupiłam do testowania:

FACELLE INTIM WASCHLOTION ALOE VERA (Rossmann 4,29 zł)

FACELLE INTIM WASCHLOTION SENSITIVE (Rossmann 4,29 zł)

LACTACYD PLUS OMEGA PHARMA (Carrefour 13,99 zł)

A teraz poluję na probiotycznego Białego Jelenia !

 

Domowa mikrodermabrazja korundowa

Właśnie rozpakowałam przesyłkę, w której było pudełeczko z moim ulubionym białym proszkiem. Korund to naturalny minerał, który poddaje się procesowi mikronizowania, a potem stosuje w gabinetach kosmetycznych do zabiegów mikrodermbrazji. Taki zabieg możesz wykonać w warunkach domowych, jeśli twoja skóra nie ma przeciwwskazań do mechanicznego złuszczania naskórka. 

Potrzebujesz:
*szklaną miseczkę lub kieliszek
*szpatułkę
*korund 100
*olej kokosowy
Niewielką ilość oleju przekładasz do miseczki, dodajesz korund i mieszasz do uzyskania pasty. Bezpieczne proporcje to 1/5 korundu i 4/5 oleju. Gotową pastą korundową dokładnie masujesz całą powierzchnię twarzy, szyi i dekoltu. Miejsce przy miejscu, kolistymi ruchami, cierpliwie i dokładnie, a efekt będzie identyczny jak przy mikrodermabrazji kosmetycznej. Cudownie gładka skóra!

Ważne!
Masuj z wyczuciem! Symbol 100 oznacza wielkość kryształków i ta właśnie, jest najbezpieczniejsza dla twarzy, szyi i dekoltu. Większe kryształki stosuj do reszty ciała, szczególnie do łokci i pięt. 

Przeciwwskazania:
*przerwana ciągłość naskórka
*wszystkie zmiany chorobowe (wirusowe i bakteryjne)
*wszystkie odmiany trądziku
*skóra wrażliwa, płytko unaczyniona
*skóra bardzo cienka i sucha
*ekstremalna pogoda (mróz lub upał)
Made with  in Warsaw

 

Pasta do zębów DIY

Wielokrotnie czytałam i słyszałam o paście do zębów z oleju kokosowego. Miesiąc temu postanowiłam zrobić taką pastę na własny użytek. Testowałam ją przez ten czas i mogę teraz spokojnie polecać. Prosta do wykonania, naturalna i doskonale pielęgnuje zęby. Mam subiektywne wrażenie, że są bielsze i gładsze. 

Potrzebujesz:
*malutki słoiczek
*szpatułkę
*olej kokosowy
*sodę oczyszczoną
*ksylitol
*olejek miętowy (opcjonalnie cytrusowy lub goździkowy)
Wszystkie składniki dokładnie wymieszaj i przełóż do słoiczka. Proporcje: 2/4 sody oczyszczonej (jest zasadowa, utrzymuje świeży oddech, delikatnie ściera osad nazębny), 1/4 oleju kokosowego (jest przeciwbakteryjny, przeciwgrzybiczy, zawarty w nim olej kaprylowy niszczy szczepy drożdżaka odpowiedzialnego za powstawanie próchnicy), około 1/4 ksylitolu (zasadowy, wspomaga mineralizację szkliwa i sprzyja rozpuszczaniu płytki nazębnej), na koniec dodaj 2-3 krople wybranego olejku dla aromatu.

Ważne!
Pasta może zmieniać konsystencję przy zmianie temperatury, ale nie zmienia to jej właściwości pielęgnujących. Przechowuj ją zgodnie z terminem przydatności do spożycia oleju kokosowego. 
Aplikuj na szczotkę szpatułką lub patyczkiem do lodów. 
Pasta kokosowa działa profilaktycznie na zdrowe zęby, nie zastępuje profesjonalnych zabiegów leczniczych i higienicznych jamy ustnej. 
Pasta nie była przeze mnie testowana z aparatem ortodontycznym, więc nie mogę jej w takim przypadku polecić. 
Made with  in Warsaw